Krakowski Kazimierz przez lata był żydowską dzielnicą bez Żydów. Ludzie zginęli, ale zostały po nich mieszkania, ba, całe kamienice, synagogi, domy modlitwy, sklepy i warsztaty. Dzielnica żydowska w Krakowie miała szczęście, w przeciwieństwie do jej mieszkańców. Getto utworzono nie w jej obrębie, jak warszawskie, ale na pograniczu, na Podgórzu, przesiedlając stamtąd „Aryjczyków“ na Kazimierz i Stradom. Została materialna substancja, mury i przedmioty, jak symboliczne puste krzesła z instalacji-pomnika na placu Zgody (dzisiejszym Bohaterów Getta) nawiązujące do sprzętów porzuconych w tym miejscu przez przesiedlanych do obozu w Płaszowie. Każdy może na nich usiąść, choćby w drodze na Kazimierz, który czterdzieści parę lat po wojnie niespodziewanie odżył, głównie dzięki garstce zapaleńców tworzących Festiwale Kultury Żydowskiej.
A w Warszawie? Krakowianin, który po raz pierwszy świadomie trafił na Muranów, przeżywa szok, próbując skojarzyć znane nazwy, jak Smocza, Nalewki czy Nowolipki z otoczeniem. Zdziwienie: dlaczego te domy mają niepodobny do innych wygląd i stoją na wzgórkach, a spod ziemi wyłażą tu i ówdzie kawałki cegieł? Co jest pod piwnicami? Dlaczego plac Bohaterów Getta ze znanym pomnikiem jest prawie zawsze pusty, nie licząc izraelskich wycieczek i samotnego sprzedawcy pocztówek? Co musieli czuć ludzie, którzy wprowadzili się tutaj do nowo postawionych na gruzach getta domów w latach 40. i 50.? Czemu wokół jest tak cicho, brakuje przyjaznych miejsc, gdzie można by wypić kawę czy wino?
Warszawska „dzielnica północna“, jak mówiono przed wojną, istnieje dziś na kilku poziomach. Pierwszy to ten istniejący, choć przysypany ziemią. Drugi ten z cudem ocalałych nielicznych zdjęć, doszczętnie zniszczony przez Niemców 65 lat temu. I wreszcie trzeci – powstałe na gruzach osiedle (zresztą wyjątkowo udane: dzięki fantazji architektów z przedwojennymi dyplomami muranowskie bramy, schody i podwórka z lat 40. i 50. mają dziś niepowtarzalny urok małego, trochę prowincjonalnego miasteczka w środku wielkiego miasta).
Te warstwy nakładają się na siebie, dzięki nim Muranów jest jedyny w swoim rodzaju. O dwóch pierwszych nie wolno i nie da się zapomnieć, trzecią trudno ignorować. Niepoprawny krakowianin mieszkający dziś na terenie dawnego getta zapyta jednak: a może, nie naruszając żadnej z nich, dałoby się ożywić i to miejsce, wpuścić tu trochę dobrej energii? Czy Muranów, tak jak kiedyś wyludniony z żydowskich mieszkańców Kazimierz, musi być skazany na wieczne zażenowane milczenie („chciałbym tylko iść, a idąc, depczę“)?
Mamy nadzieję, że ta strona pozwoli nam trochę zmienić obraz Muranowa w oczach jego mieszkańców i odwiedzających go gości.